wtorek, 4 marca 2014

Seven.

Około godziny 6:00 obudził mnie dzwoniący telefon. Zaspana wzięłam go do ręki, odblokowałam i przyłożyłam do ucha.
- Halo.- mruknęłam śpiąco.
- Sto lat Sto lat ! Wstawaj śpiochu, za 15 minut widzę cię przed domem idziemy pobiegać !- powiedział Zac i się rozłączył. Och Dupek.- jęknęłam w myślach, następnie wstałam i udałam się do łazienki gdzie przemyłam twarz i umyłam zęby, potem na twarz nałożyłam krem , włosy spięłam w kitkę i udałam się do pokoju gdzie założyłam spodenki i zieloną bluzeczkę z 3/4 rękawami. Spryskałam się jeszcze perfumami i zbiegłam na dół , tam w kuchni napiłam się soku i wyszłam z domu zamykając go. Oczywiście przed domem stał mój kochany przyjaciel.
- Ola Chica !!- powiedział przytulając mnie.- No więc ja już ci złoże życzenia, wszystkiego dobrego, zajebistego chłopaka, mnóstwo Sex, dobrej zabawy, mnóstwo prezentów, byś jutro miała szczęście no  i żebyś spełniła swoje marzenia.- powiedział z uśmiechem i podał mi pudełko.
- Nie musiałeś.- powiedziałam i zdarłam piękne opakowanie, po czym otworzyłam pudełko i dostrzegłam piękne , wymarzone air maxy. 
- Aaa ! - pisnęłam szczęśliwa i mocno przytuliłam Zac'a. - Dziękuję, dziękuję !- powiedziałam szczęśliwa oglądając je.
- Wiedziałem, że ci się spodobają .- powiedział uśmiechając się.- Teraz idź je odłóż i lecimy.- powiedział , a ja wzięłam schowałam buty , weszłam do garażu gdzie wsadziłam je do mojego cudeńka. Szczęśliwa wyszłam z garażu i ruszyłam biegiem razem z nim.
- Spotkałem ostatnio twojego brata na wyścigach.- powiedział Zac biegnąc. 
- I co w związku z tym ?- spytałam skręcając w stronę parku.
- Był z twoimi przyjaciółkami i z jakąś blondynką i z jakimiś chłopakami.- powiedział patrząc na mnie.
- I ?- spytałam zirytowana. 
- I mówili o tobie.
- Co mówili ?- spytałam ciekawa.
- To potem teraz kto pierwszy przy bogatych ulicy !- krzyknął i leciał sprintem. 
- Ha ha ha przegrasz !- krzyknęłam z tyłu , ponieważ do tej ulicy została 2, 5 km i na pewno jej sprintem nie przeleci. Kiedy zostało 0,5 km wyprzedziłam go i szczęśliwa dobiegłam końca .Potem przybiłam z nim piątkę i chwilę odpoczęłam opierając się o bramę.
- Dobra jesteś.- powiedział dysząc.
- Ha Ha najlepsza ! - powiedziała posyłając mu uśmiech.- Dobra ja już chcę do domu.- powiedziałam czując słabość. 
- Dobrze się czujesz ? - spytał widząc, że zbladłam.
- Jest ok.- powiedziałam opierając się o murek czyjejś bramy.
- Na pewno ? Jesteś cała blada.- powiedział stając naprzeciwko mnie.
- Tak tak.- powiedziałam pośpiesznie biorąc głębokie oddechy.
- Zjadłaś śniadanie ?- zapytał gdy zobaczył, że siedzę na ziemi .
- Nie.- powiedziałam cicho.
- Charlie , oszalałaś ? Przebiegliśmy tyle, a ty leciałaś z pustym żołądkiem ?!- powiedział oburzony .
- No już nie krzycz.- powiedziałam .
- Wstań, odprowadzę cię do domu i zjeść przy mnie śniadanie.- powiedział lekko wkurzony. Wstałam powoli i po chwili już upadałam w jego ramionach.- Matko..- szepnął.- Wyjdź mi na barana, będzie lepiej.- powiedział i się zgiął, a ja resztkami sił spięłam się na niego i mocno się do niego przytuliłam.- Charlie ...- zaczął kiedy już wychodziliśmy z parku.
- Tak ?- szepnęłam.
- Wiedz, że jeśli nie będziesz jeść to nici z jutrzejszego pojedynku.- powiedział.
- Będę jeść.- powiedziałam przytulając się mocniej.
- Mam taką nadzieję.- powiedział i już się nie odzywał póki nie doszliśmy do mojego domu. Otworzył drzwi kluczykami i powoli wszedł do środka gdzie mogłam usłyszeć głos mojego brata i pewnie Ashley. Zac zamknął za sobą drzwi i wszedł do salonu, tam powoli pozwolił mi usiąść na kanapie. On poszedł do kuchni, a ja oparłam się o kanapę i lekko przymknęłam oczy.
- Masz.- powiedział podając mi sok.
- Dzięki.- powiedziała biorąc szklankę do ręki i pijąc.
- Co jej jest ?- spytał Justin wchodząc z Ashley do salonu.
- Zasłabła.- powiedział Zac i usiadł obok mnie.
- Nie dziwię się jej skoro praktycznie nie je.- powiedział i spojrzał na moją reakcję.
- Zamknij się !-powiedziałam zirytowana.
- Nie zamknę się, bo to jest prawda idiotko. - powiedział oburzając się.
- To nie twoja sprawa.- powiedziałam , po czym wstałam i udałam się do kuchni. Oparłam się o blat i zamknęłam oczy. Nienawidzę go.- pomyślałam i pozwoliłam by łza spłynęła po policzku.
- Charlie...- powiedział Zac, a ja szybko otarłam policzek.
- Hymn ?- spytałam cicho otwierając oczy.
- Usiądź zrobię ci śniadanie.- powiedział otwierając lodówkę , wyciągnął z niej składniki i zrobił mi kilka kanapek i podał mi, a potem usiadł na przeciwko mnie i patrzył jak biorę małe kęsy kanapki. - Nie rób numerów, masz zjeść przy najmniej dwie kanapki.- powiedział, następnie wyciągnął telefon , wykręcił numer i zaczął gdzieś dzwonić.
- Cześć, jestem jak coś u Charlie...Byliśmy, ale zasłabła...Ty z nią pogadaj...No dobra...Widzimy się za 30 minut.- powiedział i się rozłączył. - Ja muszę lecieć kochanie, widzimy się wieczorem.- powiedział wstając. Ucałował mnie w czoło i mocno przytulił. Gdy już wychodził krzyknął, że mam zjeść kanapki i wyszedł, jednak ja wyplułam to co żułam w buzi i przetarłam buzię. Wzięłam talerz i wyrzuciłam kanapki do kosza. Przemyłam ręce i napiłam się wody.
- Charlie ja idę do szkoły. Zobaczymy się wieczorem !- krzyknął mój brat , a ja się zdziwiłam, że odezwał się do mnie po mimo tego , że się nienawidzimy. Powolnym krokiem udałam się do drzwi i zamknęłam je na kluczyk , potem udałam się na górę gdzie nalałam wody do wanny. Z pokoju wzięłam czystą bieliznę i udałam się do łazienki. Tam zamknęłam się na kluczyk, rozebrałam się i weszłam do gorącej wody.
- Ohhh. - jęknęłam z zadowolenia i wlałam olejek różany do wody i rozkoszowałam się wspaniałym zapachem. Parę minut później przemyłam swoje ciało balsamem i po chwili wyszłam czysta z wody. Osuszyłam swoje ciało ręcznikiem , następnie owinęłam je wokół swojego ciała oraz owinęłam je wokół swoich mokrych włosów. Kilka chwil później nałożyłam na swoje ciało balsam , a potem bieliznę. Z głowy zdjęłam ręcznik i udałam się do swojego pokoju.
- And you can't see my heart beating...Ooooo- zaczęłam śpiewać przy wybieraniu stroju. Mam dziś udać się po tort, alkohol oraz inne dodatki. Nałożyłam na swoje nogi bordowe rurki, a na górną partię czarną bluzeczkę z krzyżem. Podeszłam do toaletki gdzie wysuszyłam włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż. Następnie na stopy założyłam czarne szpilki. Do torebki spakowałam telefon , pieniądze, dokumenty i gotowe udałam się na dół, potem do garażu ,a z garażu do miasta. Uprzedzę wasze pytanie: Nie wybieram się dziś do szkoły. Podjechałam na parking przed centrum, zamknęłam swoje cudeńko i  wesoła ruszyłam do środka. Pierwsze udałam się do super marketu na procenty i inne. Jeździłam między półkami i wybierałam przeróżne rzeczy, gdy mój wózek był pełny udałam się do kasy. Tam zapłaciłam daną kwotę i ruszyłam z torbami do samochodu.  W połowie już nie mogłam, prawie się łamałam.
- Pomogę.- usłyszałam głos jakiegoś  chłopaka. Po chwili dostrzegłam Jamesa.
- Nie dziękuję.- powiedziałam idąc dalej.
- Zaraz się złamiesz.- powiedział .
- Zamknij się.-  powiedziałam idąc dalej i siłując się z torbami. Gdy już wyszłam na dwór on chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
- Nie wygłupiaj się.- powiedział, a następnie wziął od mnie torby i czekał aż wskażę mu drogę. Paul i Zac mnie zabiją.- pomyślałam. - To gdzie ?- spytał po chwili, a ja na te słowa ruszyłam do mojego autka. Tam on włożył torby do auta i spojrzał na mnie. - Powiesz mi teraz czemu mnie olewasz ?- spytał mnie przyciskając do samochodu.
- Nie twoja sprawa.- powiedziałam odpychając go od siebie. Zamknęłam auto i odeszłam kołysząc biodrami.
- Ej no...- krzyknął kiedy wchodziłam już do centrum. Odwróciłam się i pokazałam mu środkowy palec i ruszyłam do cukierni po moje zamówienie, które dałam w środę . Weszłam do cukierni , a tam zastałam moje dwie przyjaciół ki, Ashley, Justin'a, jego kolegów oraz moich przyjaciół. Wywróciłam oczami i podeszłam do lady gdzie stał przystojny chłopak.
- Hi.- powiedziałam posyłając mu uśmiech.
- Hi Śliczna. Co podać ? - spytał i puścił mi oczko.
- Przyszłam odebrać zamówienie. Tort urodzinowy.- powiedziałam uśmiechając się.
- Już sprawdzam. Jest. Zaraz przyniosę.- powiedział i odszedł. Teraz mogłam dostrzec kilka tatuażów na jego ramionach. Miał brązowe włosy postawione w górę, brązowe oczy, kilku dniowy zarost i ładnie wyglądał, czyli inaczej Perfect. Odebrałam od niego zamówienie i udałam się znowu do samochodu. Modliłam się wychodząc by moi przyjaciele mnie nie zauważyli. Odłożyłam tort na przód , zapięłam się pasami i odjechałam do domu. Jak już tam byłam i wnosiłam zakupy dostałam sms'a .  Chwilę popisałam z Sel , a następnie dokończyłam wnosić zakupy. Tort odłożyłam do lodówki ,a zakupy na stół do salonu. Samochód i dom zamknęłam na kluczyk, ze stóp zdjęłam szpilki i po kilku nastu minutach z przyjaciółkami przygotowywałam wszystko na moje urodziny. To trochę dziwne. Jestem o rok starsza...






Dziękuję za komentarze i przepraszam za błędy. Ola 

4 komentarze:

  1. Ciekawe o co chodzi z jej bratem? Już chce następny rozdział :D ten oczywiście super

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa to jest świetne ! :) Rozdział bardzo mi się podoba ! ;* Czekam na nn :)
    Pozdrawiam ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten James mi się nie podoba coś czuję ze będą z nim problemy xd
    życzę dużo weny :**

    OdpowiedzUsuń
  4. STREAM OF LIES
    Miami to miasto położone na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, w południowo-wschodniej Florydzie, w Stanach Zjednoczonych. Jest to miejsce, które stanowi jedno z najważniejszych centr światowych finansów, handlu międzynarodowego, kultury, mediów, sztuki oraz wiecznej rozrywki w słynnych klubach czy na brzegu pięknych, gorących plaż.
    To właśnie tutaj Cassiedie - stała mieszkanka Miami - napotka się na Pandorę, która postanowiła rozpocząć życie od nowa po opuszczeniu domu dziecka.
    Dziewczyny nabierają ze sobą dobry kontakt, jednak coś zaczyna się rujnować. Jedno kłamstwo, potem drugie i jeszcze kolejne wychodzą powoli na jaw. Przyjaźń zaczyna zmieniać się w nienawiść, a "prawdziwa" miłość zaczyna gasnąć.
    Pojawiają się problemy, z którymi trudno sobie poradzić. Zaczyna się prawdziwy koszmar. Narkotyki, alkohol, papierosy - to tylko nieliczne z uzależnień, w które wpakuje się paczka kumpli z Miami. A najgorsze jest to, że nikt nie umie powiedzieć pas.
    Czy w końcu wszystko się ułoży? A może będzie to jedna z nielicznych historyjek, która postanowi zmienić swoje plany związane ze szczęśliwym zakończeniem?
    Tego nikt jeszcze nie wie...
    http://stream-of-lies.blogspot.com/

    Serdecznie zapraszamy na nasze kolejne, nowe opowiadanie, gdzie właśnie dodałyśmy prolog. Zachęcamy do przeczytania, szczerego skomentowania oraz zaobserwowania naszego bloga, jeśli Ci się spodoba :)
    P.S. Bardzo przepraszamy za spam, który zostawiamy, ale chciałybyśmy się jakoś wybić. Jeśli Cię tym uraziłyśmy, to proszę usuń nasz wpis :)
    Pozdrawiamy Cassie i Pandora ♥

    OdpowiedzUsuń